Kamień milowy

obalałem monarchie i niszczyłem demokracje

przez okno wypatrywałem obłoków zwiastujących

paliłem liście na stosie zapomnienia wśród ciemnej pustyni jesiennego wiatru

myślałem o wodzie i krwi strasząc małe koty na zimnym podwórku

chodziłem z rękami w kieszeni kupując gdzieś na targu fotel drzemiący w objęciach szafy

teraźniejszość pożerałem pamięcią

doceniałem deszcz, który oczyszczał mnie i dawał nadzieję

oddychałem czasem by kiełznać, wykradałem godziny naszym babciom

skwierczałem w trawie jak niedopałek

tylko po to by być w miejscu , do którego zmierzałem

 

nie potrafię zburzyć twierdzy, w  której kroki mają sens

i ma swoje oblicze

(nie chcę !)

 

a Pan mój podał mi kubek z kefirem

wyszorował mnie gąbką i mydłem

zaprowadził pod prysznic

zabronił myśleć o kolejnym potopie i watę przyłożył do rany po goleniu

kazał napisać czemu mi było źle

i zabronił alkoholu

 

zimową pościel będę układał starannie

dopóki okręt białych świtów nie porwie jej

będę ostatnim, który nie uśmiecha się do poranionych pejzaży

zawisnę w strumieniu ciszy i opowiadał będę inne historie

z czerwonym niebem w tle na miękkim piasku gdzieś nad morzem

śmiertelni palić będą ostatnie papierosy

a ja będę zmierzał do miejsca, w który jestem !

 

 

~ - autor: Maślana w dniu Październik 23, 2008.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.