Hipertrofia – niebezpieczne i ciemne moje wędrówki po piekle

•Listopad 7, 2008 • Dodaj komentarz

Zespół Coma powstaje w czerwcu w 1998 roku z inicjatywy Dominika Witczaka. Po wielu miesiącach poszukiwań ustala się stały skład zespołu: Piotr Rogucki – wokal, Marcin Kobza – gitara,Dominik Witczak – gitara, Rafał Matuszak – gitara, Tomasz Stasiak – perkusja. Zespół podpisuje kontrakt fonograficzny i jesienią 2003 roku przystępuje do nagrania debiutanckiego albumu – Pierwsze wyjście z mroku. Płyta ukazuje się w maju 2004 i przynosi grupie wiele nagród. COMA zostaje laureatem 25 Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, grupa wygrywa Festiwal Rockowy Węgorzewo 2004. Ponadto zespół otrzymuje nagrodę dziennikarzy oraz nagrodę publiczności. Debiutancki album zostaje także nagrodzony Fryderykiem w kategorii Album roku – rock. Druga płyta ukazuje się w maju 2006, pod tytułem „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków” i już po tygodniu zajmuje I miejsce na oficjalnej liście sprzedaży. Jesienią 2006 zespół rusza w pierwszą dużą trasę promocyjną, podczas której otrzymuje Złotą płytę. Album przynosi COMIE dwa kolejne Fryderyki – w kategoriach Grupa roku oraz Album rocku rock/metal.Rok 2007 wiąże się dla grupy poza tym z kilkoma innymi ważnymi wydarzeniami koncertowymi: Coma supportuje Pearl Jam na koncercie w Chorzowie, a także występuje na Metal Hammer Festival w Spodku razem z grupą Tool. Obecnie – Hipertrofia. Jesteśmy w momencie premiery, trzeciego albumu grupy. Niedawno COMĘ opuścił wieloletni współpracownik, perkusista Tomek Stasiak. Miejsce za bębnami zajął Adam Marszałkowski. Obszerny, dwupłytowy album „Hipertrofia“ zrodził się podczas dwutygodniowego jesiennego wyjazdu do Jaworek. W zaciszu górskim podczas codziennych prób powstało 90 procent materiału na nowy album. Potem przez cały rok trwało dopracowywanie kompozycji i tekstów oraz nagrania – produkcją płyty zajął się Tomek ZED Zalewski, na co dzień realizator dźwięku podczas tras koncertowych COMY. Płyta jest przykładem rzadko obecnie uprawianego gatunku koncept-albumu, gdzie cały materiał podporządkowany jest zgłębianiu jednego zagadnienia, którym w tym wypadku
jest życie ludzkie, jako szeroko pojęta wola istnienia – od poczęcia aż do śmierci. Pierwszy utwór z nowej płyty – „Zero osiem wojna“ – trafił już do stacji

Płyta 1:
1. Party- Ein Buch für Alle und Keinen
2. Wola istnienia…
3. After party
4.
Lśnienie
5. Diagnoza
6. Transfuzja
7. Przesilenie
8. Nadmiar
9. Nowe tereny migreny
10. Trujące rośliny
11. Ciągi i pociągi
12. Osobowy
13. Loty i odloty
14. Emigracja
15. Stosunek do służby wojskowej
16. Zero osiem wojna
17. Polish Ham

18. Pożegnanie z mistrzami

19. Chrum!

20. Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych  chłopców
21. Koniec pewnego etapu

 

 

 

Płyta 2:
1. Początek pewnego etapu
2. Ekhart
3. Na na na na
4. Zamęt
5. Zwalniamy
6. Widokówka
7. Parapet
8. Popołudnia bezkarnie cytrynowe
9. Ślimak
10. Cisza i ogień
11. Epilog ze starym prykiem
12. Archipelagi
13. Recykling

 

 

 

11a5819f2028e1e513e5e2a668dbaf8f2

 

Trasa koncertowa COMY ;)
6.11.2008 Olsztyn, Ceik
7.11.2008 Białystok, Gwint
8.11.2008 Lublin, Grafitti
9.11.2008 Warszawa, Palladium
12.11.2008 Rzeszów, Pod Palmą
13.11.2008 Katowice, Mega Club
14.11.2008 Bielsko-Biała, Rude Boy
15.11.2008 Kielce, Mundo Cafe
20.11.2008 Bolesławiec, BOK
26.11.2008 Gdańsk, Parlament
27.11.2008 Toruń, Od Nowa
28.11.2008 Poznań, Eskulap
29.11.2008 Szczecin, Słowianin
4.12.2008 Częstochowa, Rura
5.12.2008 Kraków, Studio
6.12.2008 Zabrze, Wtarak
7.12.2008 Zielona, Góra Kawon
12.12.2008 Łódź, Dekompresja
14.12.2008 Bydgoszcz, Estrada
19.12.2008 Radom, G2
 

 

Gusła tarnogórskie cz. 5

•Październik 28, 2008 • Dodaj komentarz

Guszła czarnogórskie (bez komentarza) ;) ))

Lech Wałęsa Hanysem roku 2008

•Październik 27, 2008 • Dodaj komentarz

25.10.2008

Kocham Śląsk, ale też mam kompleks Śląska, wyrzuty, że nie zrobiłem dla was tyle, ile chciałem – mówił wczoraj Lech Wałęsa w Rudzie Śl. Przyjechał na zaproszenie kabaretu „Rak”, który wyróżnił go swoją nagrodą Hanysem. Publiczność Miejskiego Centrum Kultury zgotowała mu owację na stojąco.

Tego wieczoru słowo hanys interpretowano na wiele sposobów. Dla Lecha Wałęsy hanys to dobry Polak. Dla ks. Piotra Brząkalika to pniok, czyli Ślązak, który wrósł w tę ziemię.

- Ja jestem takim pniokiem, mówił ksiądz, który uhonorowany został Hanysem 2008 za krzewienie trzeźwości w archidiecezji katowickiej.

- Słowo hanys to brzmi dumnie, ale nie zawsze tak było, przypominał z kolei prof. Karol Musioł z Bytomia, fizyk doświadczalny, obecnie rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Hanys jest dziś wyróżnikiem nowego Śląska. To człowiek, który pamięta drogę, jaką przeszedł ten region, nie zapomina o swoich korzeniach. Profesor odebrał Hanysa za wybitne osiągnięcia naukowe, m.in. badania właściwości atomów.

Artur Andrus, dziennikarz trójkowej „Powtórki z rozrywki”, został Hanysem mazowieckim. Podziękowania odczytał z kartki: „Ogromnie żech rod. Obiecuja być mazowieckim hanysem, gonić kożdego gorola, co bydzie szpetnie godoł o Śląsku”.

Nie miał żadnych problemów z gwarą śląską prof. Piotr Głowacki, glacjolog. – Jo jest synek z Halymby – tłumaczył. Profesor nagrodzony został Hanysem za troskę o środowisko naturalne.

Radził sobie z gwarą kolejny laureat – Stanisław Oślizło, były piłkarz Górnika Zabrze, reprezentant Polski i ośmiokrotny mistrz Polski.

Za krzewienie kultury muzycznej Hanys przypadł Operze Śląskiej z Bytomia, a także Krzysztofowi Respondkowi z kabaretu „Rak” za jego ogromny sukces w telewizyjnym programie „Jak oni śpiewają”.

Lech Wałęsa odebrał honorowego Hanysa z rąk prof. Jerzego Buzka, przy dźwiękach melodii „Mury”, którą zagrał Bartos Band.

- Ta nagroda to wyróżnienie nie tylko dla tych, którzy ją otrzymują. Jest to także wielki zaszczyt dla nas, Ślązaków, że możemy ją wręczyć – powiedział prof. Buzek. – Na Śląsku cieszymy się, kiedy ludzie, którzy działają odpowiedzialnie i poważnie, mają także poczucie humoru, jak właśnie pan, panie prezydencie.

Lech Wałęsa był tak bardzo wzruszony, że zapomniał, co chciał powiedzieć.

- Poczułem się rozluźniony i rozbawiony tym spotkaniem z wami. Pokazaliście, jak należy się cieszyć z tego, co nasze pokolenie wywalczyło – powiedział po chwili. – Trzeba się bawić, ale mądrze i rozważnie, myśleć przy tym, jak tego wszystkiego nie popsuć.

 

Hanys wg niego to dobry Polak hahahaha

Hanys roku 2008 wczoraj i dzisiaj !

 

 

Straszne Jaszczury

•Październik 24, 2008 • Dodaj komentarz

Nie masz pomysłu na ostatni weekend października ? Może fajnie będzie przenieść się w czasie o 65 mln lat wstecz i po powrocie do teraźniejszości strzelić sobie piwko w fajnej knajpce ?!  Obsada rewelacyjna !!! ;) ))) Kino IMAX Katowice – cena biletu 21 zł

Dinozaury 3D. Giganty Patagoni.

(Dinosaurs 3D. Giants od Patagonia.)

Bez Ograniczen

Film z dubbingiem

 

Gatunek: 3D

Reżyseria: Marc Fafard                         

Scenariusz: Marc Fafard

Obsada: Dariusz Odija, Dinozaury

Rok produkcji: 2007

Długość: 43 min.

 

 

Bazujący na najnowszych odkryciach nauki film przenosi widzów w czasy, kiedy żyły najpotężniejsze okazy ewolucji – dinozaury. Szybka akcja filmu, niespotykane współcześnie pejzaże, w połączeniu z trójwymiarową technologią IMAX pozwalają niemal poczuć na szyi oddech gigantów Patagonii. Dinozaury 3D. Giganty Patagonii to niezwykłe trójwymiarowe widowisko, które zabiera widza do świata sprzed kataklizmów jak moment nadejścia komety, która doprowadziła do wyginięcia dinozaurów.

 

 

Ziemia zamieszkiwana przez dinozaury jest dziwnym miejscem, znajomym, lecz jakże innym. Przez cały okres ich panowania kontynenty są w ciągłym ruchu. Klimat jest cieplejszy niż dziś a poziom morza wyższy. Na biegunach nie ma pokrywy lodowej. Roślinność jest całkiem inna i oczywiście zwierzęta również wyglądają całkiem inaczej. Ssaki są raczej małe i nieliczne.

 

Zaglądając pod powierzchnię oceanu przekonamy się, że fauna podwodna jest również zupełnie inna. Na górze łańcucha pokarmowego znajdują się duże gady morskie. Nasze pierwsze spotkanie z jednym z nich jest jednak dość zagadkowe. Wygląda jak delfin, ale fizyczne podobieństwo jest jedyną rzeczą, która łączy go ze znanymi nam przyjaznymi ssakami morskimi. Ma więcej wspólnego z drapieżnikiem, który podąża za nim w pewnej odległości, koszmarnym liopleurodonem. To prawdziwe ucieleśnienie morskiego potwora. Ogromny stwór powoli przepływa obok, w bardzo niewielkiej odległości.

Przenieśmy się w przeszłość o 100 milionów lat. Spotkamy Silnego (Strong-one) – Argentynozaura, który dopiero co wykluł się z jaja i jest niewiarygodnie mały jak na zwierzę, które osiągnie tak kolosalne rozmiary. Niesamowitą różnicę w rozmiarze docenimy zwłaszcza porównując go z matką, która dopiero co złożyła jaja i opuszcza miejsce lęgowe. Jednocześnie spotkamy innego dinozaura. To unenlagia, niewielki ptakopodobny drapieżnik, który próbuje ukraść jajo. To Ostropióry (Sharp-Feathers), którego jeszcze spotkamy w filmie, ponieważ reprezentuje niezwykłą ścieżkę ewolucji dinozaurów. Dinozaury 3D. Giganty Patagonii to niezwykłe trójwymiarowe widowisko, które zabiera widza do świata sprzed kataklizmów jak moment nadejścia komety, która doprowadziła do wyginięcia dinozaurów.

Kamień milowy

•Październik 23, 2008 • Dodaj komentarz

obalałem monarchie i niszczyłem demokracje

przez okno wypatrywałem obłoków zwiastujących

paliłem liście na stosie zapomnienia wśród ciemnej pustyni jesiennego wiatru

myślałem o wodzie i krwi strasząc małe koty na zimnym podwórku

chodziłem z rękami w kieszeni kupując gdzieś na targu fotel drzemiący w objęciach szafy

teraźniejszość pożerałem pamięcią

doceniałem deszcz, który oczyszczał mnie i dawał nadzieję

oddychałem czasem by kiełznać, wykradałem godziny naszym babciom

skwierczałem w trawie jak niedopałek

tylko po to by być w miejscu , do którego zmierzałem

 

nie potrafię zburzyć twierdzy, w  której kroki mają sens

i ma swoje oblicze

(nie chcę !)

 

a Pan mój podał mi kubek z kefirem

wyszorował mnie gąbką i mydłem

zaprowadził pod prysznic

zabronił myśleć o kolejnym potopie i watę przyłożył do rany po goleniu

kazał napisać czemu mi było źle

i zabronił alkoholu

 

zimową pościel będę układał starannie

dopóki okręt białych świtów nie porwie jej

będę ostatnim, który nie uśmiecha się do poranionych pejzaży

zawisnę w strumieniu ciszy i opowiadał będę inne historie

z czerwonym niebem w tle na miękkim piasku gdzieś nad morzem

śmiertelni palić będą ostatnie papierosy

a ja będę zmierzał do miejsca, w który jestem !

 

 

Ius Primae Noctis

•Październik 21, 2008 • Dodaj komentarz

Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas „uniesienia” z Darią, coś we mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Championem.
Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, ! Kurna jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
- Nazwisko?
- P. Michał P.
- Miejsce zamieszkania na Ziemi?
- Góry – Tarnowskie Góry
- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie? A potem burdel w papierach…
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak ! Kurna umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja ! pierdziu, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę, na jaka mnie było stać i cicho spytałem:
- Piekło?
- Nie pitol tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do sektora tarnogórskiego. No szczęść Boże!
Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od chu…. dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.
Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, jointy jarają. Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A jointy rozdaje Św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach.
Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipa, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać, których tu więcej niż na ziemi. Góralowi jointy się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz. Klepnąłem go w łopatkę i mówię.
- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
- Kurna, piwka bym się napił – powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą, ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.
Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a u Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.
Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano mnie do bloku TG, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Kurna, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu, że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje. Jak w wojsku… magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubię, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują.
Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem, bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w życie Niebiańskie.
- Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają, bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim we wszystkich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać, bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Takie to kutafony przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam napierdzielili  tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz przerąbane. Do raportu idziesz. W każdą niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami terroryści jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zapierdzielą, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37 powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi nowiuśkie skrzydła połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka lafiryndą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 58. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88 piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.
Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami!!! Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok. Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła.
- kurwa mać!
Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić? Idę się rozglądnąć, po sektorze tarnogórskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Daria ze smutku za mną wykituje i dołączy? Fajnie by było.
Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów – znak, że dobrze idę.
Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa – no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4 -osobowe, bar cały ze złota. Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę zalanych w trupa aniołów śpiewających:
- NIECH ŻYJE NAM REZERWA!!!!
I już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:
- Ty kutas jesteś nie Janosik!
- Ja nie jestem Janosik?!! Ty głupi kutasie… Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś…
Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajumali. Kopnąłem go w biodro i mówię:
- Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą
Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKĘ SPRZEDAŁ. Niżej było: GKS KATOWICE  MISTRZ POLSKI 1991  he, he… dopisałem: III LIGA – A.D. 2008.
Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole, a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, można by go przenieść, bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką:
- To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła. Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się, czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.
W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji…. Obudziło mnie szarpanie i krzyk bladego jak prześcieradło Mariana:
- Wstawaj, coś ty narobił!! Wstawaj… chłopie coś ty wykręcił?!
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, że szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego…. Przeraziłem się. Kurna, za co? Za kopnięcie Bieruta? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę.
Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem: DYREKCJA – GŁÓWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował joincikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:
- Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.
Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
- No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie?! Co?!! – zagrzmiał Główny.
- Ale.. ja…
- Jakie, kurwa mać, JA… Jakie ja? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Michał miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! – grzmiał dalej Główny.
Ja sobie joincika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie…
- I co my z panem, panie Michale zrobimy? – popatrzył na mnie po ojcowsku – Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać…
Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla dołączą, Polska gra w ćwierćfinałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Beśka, Daria, chłopaki ze spirytusem, Polska w finałach, Legia mistrzem, Wisła z każdym prawie dostaje…, Mamusia mi gotuje…
- Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.
Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu, z którego wylatują co chwila kolejne dusze.
Błysło, hukło, jebło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Darii. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej:
- Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałam jazdę…
- Oooo, a jaką ja….

Gusła tarnogórskie cz. 4

•Październik 20, 2008 • Dodaj komentarz

„Jakbyś nie kapał to ostatnia jest w gaciach”

W oryginale brzmi ” Chćbyś trzepał na wszystkie strony, ostatnia i tak pójdzie w kalesony” 

normalnie mjut

•Październik 15, 2008 • 2 komentarzy

Wszystkim , którzy życzyli nam dobrze kroimy własnie kawałek tortu – tym, którzy życzeń nie złożyli ukroimy następny kawałek … a tym, którzy źle życzyli przekazujemy pozdrowienia od wujka mistrza ciętej riposty i siłą rzeczy tortu dla nich nie ma !!!!

Ujkiym sie jest, a nie bywo

•Październik 15, 2008 • Dodaj komentarz

Siedzi wujek maślana mistrz ciętej riposty w pociągu i dosiada się jakiś typek. Po chwili ciszy:
-Heniek Bula jestem
na co wujek maś
lana mistrz ciętej riposty                  
-maślana jestem
Heniek wyciągnął 2 browary i zaczęła się gadka:
-wie pan co panie maślana? wymyśliłem o panu dwu-wiersz
-no to dawaj pan go – powiedział wujek maślana
-pan maślana trzyma piwo na kolanach hahahahahahaha
pośmiali się i po chwili ciszy wujek maślana mistrz ciętej riposty mówi:
-wie pan co ja o panu tez dwu-wiersz wymyśliłem
-to dawaj pan go
-bula bula,ty stary chuju

Gusła tarnogórskie cz.3

•Październik 15, 2008 • Dodaj komentarz

 

- kochanie, ale się za Tobą stęskniłem

- pewnie dlatego, że tak mocno w nocy spałam

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.